Najtrudniejszy jest pierwszy krok.

Najtrudniejszy jest pierwszy krok.

wtorek, 8 października 2013

Pierwszy dzień w szkole.

Obudziłam się wcześnie rano, spojrzałam na zegarek, wstałam przed zaplanowanym czasem. Korzystając z okazji złapałam za pamiętnik i długopis, zaczęłam pisać: 

 ,,   Kochany pamiętniczku  
 Dziś jest pierwszy dzień gdy pójdę do nowej szkoły w Oslo. W Norwegii mieszkam już ponad rok, ale ten czas spędziłam na nauce tego języka. Troszkę się stresuję, żałuję, że nie ma przy mnie mamy... Zawsze jak pamiętam mnie wspierała, a teraz jest daleko stąd, bo aż w Zakopanem w Polsce, w moim rodzinnym mieście.''


Jak zwykle mój pies Nero przeszkodził mi w przelewaniu myśli na papier. Pogłaskałam go, dając mu karmę i wody w miseczkach. Sama też zrobiłam sobie śniadanie. Następnie poszłam do łazienki umyłam twarz, zęby, rozczesałam włosy, ubrałam się i jeszcze wyszłam z moim pupilem na krótki spacer. Był już najwyższy czas aby iść do szkoły. Zabrałam tylko plecak i wyszłam.

-Letycjo! Leti!-Usłyszałam krzyki męskiego głosu. Odwróciłam się, spojrzałam i pobiegłam do taty.
-Coś nie tak tato-Zapytałam.
-Nie nic tylko chciałem Ci życzyć powodzenia -uśmiechnięty dał mi buziaka w policzek.

Zaskoczyło mnie to ponieważ ostatnimi czasy, jak tata rozstał się z mamą nie okazywał mi uczuć i zainteresowania. Na razie ten dzień zapowiada się wyśmienicie.



Niestety w szkole, jak się wydawało, nie było tak przyjemnie.

Szkoła-Lerote do której teraz będę uczęszczać jest ogromna! Na pierwszy rzut oka także tajemnicza... Nie da się ukryć, że miałam pewne obawy, w końcu nikogo tu nie znam. Wzięłam głęboki wdech przy głównym wejściu i zrobiłam pierwszy krok do holu. Rozejrzałam się i chyba jestem najniższą tu osobą. Każdy rozmawia z przyjaciółmi, mi jest trochę smutno i samotnie, nikt nie zwraca na mnie uwagi, czasami wzrok zatrzyma się na mnie, ale bez żadnych słów.
Każdą minute w Leurote skole spędziłam jak na razie samotnie. Już po lekcjach kierowałam się do drzwi, nagle ktoś mnie zawołał...
-Letycjo!
Odwróciłam się bardzo zdziwiona
-Tak masz na imię, prawda?-Zapytał nie znajomy.
Był to wysoki brunet o niebieskozielonych oczach, a jego usta wciąż się śmiały.
-Eee, tak...-Pokiwałam znacząco głową.
-Idziesz już do domu? Odprowadzę Cię jeśli pozwolisz.
-Tak, pewnie.-Lekko speszona, spojrzałam na niego, moje kąciki ust same podniosły się ku górze.
Co prawda mój dom nie jest daleko, ale całą drogę nie rozmawialiśmy. Na koniec zapytał.
-Przyjść po Ciebie jutro? Domyśliłem się, że jesteś nowa i nikogo nie poznałaś
-Jeśli nie sprawi Ci to problemu, to bardzo chętnie. Po czym poznałeś?-Zapytałam z ciekawości.
-Ciągle siedziałaś pod drzwiami, chociaż nie raz usiadłaś na ławce obok szatni.-Roześmiał się.
-Haha! Przepraszam, że jestem taka nie uprzejma, nawet nie zapytałam jak masz na imię.
-Nie szkodzi, mów mi Narve.
-Ładnie. O a to jest mój dom! Papa Narve, papa!-Pożegnałam się
-Do jutra, pamiętaj, że po ciebie przyjdę!-Pomachał i odszedł.

Ahh... W sumie to może nie będzie tak źle, zdaję się, że będzie nawet przyjemnie.


-Masz obiad na stole-Tata zawołał z drogiego pokoju-Idź się poucz czy coś, a później wyprowadź Nero.

-Dobrze tato!

Tak też zrobiłam, już pod wieczór usiadłam na kanapie z kubkiem gorącego kakao, ciągle myślałam o Narve, już nie mogłam się doczekać jutrzejszego spotkania.♥




5 komentarzy: