Najtrudniejszy jest pierwszy krok.

Najtrudniejszy jest pierwszy krok.

środa, 16 października 2013

Weź głęboki oddech i idź dalej!

Tej nocy nie mogłam zasnąć, ciągle myślałam o buziaku! Nie wytrzymując, dosyć późno napisałam o tym w pamiętniku.

'' Kochany pamiętniku
Poznałam kolegę i koleżankę, bardzo miło mi się z nimi rozmawia i spędza czas. Nazywają się Charlotte i Narve. Byłam z nimi na spacerze do skateparku, pokazują mi uroki Norwegii, których nie znałam, niestety było bardzo zimo. Kolega odprowadził mnie do domu, choć padał deszcz, a nasze pożegnanie... było niezapomniane. Ściśle rzecz biorąc przeżyłam swój pierwszy pocałunek!''

-Hmm nie za długo, teraz nie czas na rozpisywanie się, bo moje serducho nie daję mi spokoju.-pomyślałam i usiadłam na łóżku.
Przykryłam się kołdrą i wzięłam telefon, napisałam kilka sms'ów do koleżanek z Polski, rano będzie czekać ich miła wiadomość. Nie chciałam się tak chwalić tym zetknięciem ust więc tylko opowiedziałam, że coraz lepiej jest tutaj, że bardzo tęsknie i że ich pozdrawiam z całego serduszka. Pograłam w kilka gier na telefonie i zadzwoniłam do mamy, niestety nie odebrała, może spała. 
Rano z rumieńcami na policzkach wstałam i rześkim krokiem zeszłam na dół, do łazienki. Naszykowałam się i weszłam do kuchni zrobiłam sobie dwie kanapki z nutellą, a do tego kakao, tata popatrzył na mnie z uśmiechem.
-Zrobić Ci śniadanie?-Zaproponowałam ojcu
-Nie dziękuję, już jadłem.-odpowiedział-a co ty dziś taka wesoła?
-Eee... tak bez powodu, wyspałam się!-to akurat było wielkie kłamstwo, bo nie spałam prawie w ogóle. Nie lubię kłamać taty, ale nie chcę by się o tym na razie dowiadywał.
Zjadłam swoje kanapki, wypiłam kakao i pomaszerowałam do szkoły. Nikt na mnie nie czekał, a szkoda, bo miałam odrobinę nadziei, że ktoś jednak po mnie przyjdzie, mimo, iż się z nikim nie umawiałam.
Droga do szkoły strasznie się dłużyła, kiedy już doszłam nie widziałam, ani jednego z dwojga znajomych. Dopiero na przerwie zauważyłam Narve, miałam go zawołać, ale zanim zdążyłam cokolwiek wykrzyknąć, znikł. Może go z kimś pomyliłam. Dziś widywałam go niejednokrotnie i za każdym razem szybko gdzieś schodził. Czy on mnie unika? Na szczęście Charlotte zachowywała się bez zmian, rozmawiałam z nią i miała do mnie przyjść po szkole robić projekt z historii. Odprowadziłam ją do domu i pobiegłam do siebie, wbiegłam do gabinetu ojca i zapukałam w drzwi. Niestety nie mogłam wejść, bo tata miał rozmowę z jakimś dzieckiem. Po pół godzinie wyszedł, a ja podreptałam do taty.
-Hej tato!
-Cześć Leti. Jak w szkole, w porządku?
-Tak, tak, a mam pytanie...
-Mianowicie jakie?-zapytał
-Może przyjść do mnie koleżanka o 16?
-Po co? Nie znam jej, wystarczy, że wczoraj Ci wyjść pozwoliłem!-zbulwersowany spojrzał na mnie jakbym co najmniej do następnej klasy nie zaliczyła.
-Chcemy zrobić projekt na historię, przepraszam jeśli to tak wiele.-odwróciłam się i skierowałam ku wyjścia.
-A w takim razie przepraszam, ale nie lobię jak się szwendają po domu obce osoby. Oczywiście może przyjść jeśli to w celach naukowych, ale poproszę, abyś mnie z nią zapoznała.
-Tak, oczywiście dziękuję!-ucałowałam tatke w lico i wyszłam
U siebie zrobiłam porządki, pouczyłam się i lada moment 16. *DING DONG* dzwonek do drzwi. Przed wejściem stała Chrlotte, wpuściłam ją i razem zaczęłyśmy robić pracę domową, nie zajęło nam to długo. Przy okazji dość niepewnie, opowiedziałam co się stało wczoraj, o romantycznym pożegnaniu i już mniej fajnym dzisiejszym olaniu mnie przez Narve. Koleżankę najwidoczniej zamurowało, bo nie odzywała się przez następne parę minut. Potem stwierdziła, że nie warto się nim przejmować i mam się tak samo zachować jak on. Może i racja? Nie wiem co mam zrobić... 

niedziela, 13 października 2013

Spacer :3

Po powrocie ze szkoły, jak już doszłam do domu, szybko wbiegłam na górę do gabinetu taty. Mój ojciec jest psychiatrą, dlatego też jeśli o czymkolwiek z nim rozmawiam, pyta się o relacjach, czy wszystko w porządku, czy nie mam żadnych problemów. Czasami mi to doskwiera, bo mam wrażenie, że poświęca więcej czasu pacjentom niż mi, ale wróćmy do tematu.
-Hej tato!-powiedziałam radośnie jak tylko weszłam.
-O cześć córciu, jak tam w szkole?-zapytał niby z ciekawości, ale ciągle przeszukiwał jakieś papiery.
-Dobrze, dobrze, co na obiad?-zawróciłam temat, aby nic nie podejrzewał. Chciałam pozwolenie na wyjście, ale niech nie myśli, że bardzo potrzebuję towarzystwa, bo znajdzie mi jakieś na siłę...
-Pomidorowa z wczoraj, idź sobie podgrzej.
-Aaa nie jestem w sumie głodna, zjem później. Mogłabym wyjść na spacer, do tego nowego skateparku z kolegami?-zapytałam lekko drżącym głosem, bo bardzo chcę iść i boję się odmowy.
-Z kim, to na pewno dobre towarzystwo? Nie sądzisz, że powinienem ich poznać? -Zapytał spoglądając spod dokumentów.
-Koleżanką i kolegą, kiedyś może was zapoznam, ale teraz się nie martw są bardzo uprzejmi i mili. Po za tym dawno nie wychodziłam na dwór, prócz z Nero.-namawiałam tatę.
-No dobrze, dobrze, tylko bądź przed zmrokiem, a teraz już wyjdź z mojego gabinetu jeśli możesz. Mam pilne sprawy, a nie długo przychodzi klient.-Pogonił mnie ojciec.
Uśmiechnęłam się do siebie i pognałam do pokoju. 
-Muszę wyglądać jak najlepiej, a mam zaledwie pół godziny!-pomyślałam
Wzięłam lokówkę i pokręciłam końce włosów, ubrałam na siebie granatowe dżinsy, wysokie czarne kozaczki i czarny płaszczyk. Jeśli mam być szczera to wyglądałam uroczo i bardzo jesiennie. Na koniec spojrzałam w lustro i podkreśliłam moje rzęsy tuszem. Pobiegłam pod bar gdzie mieliśmy się spotkać. Czekałam chwilę, i przyszła Charlotte, a zaraz po niej Narve.
Skierowaliśmy się w stronę skateparku, wyglądałam wyśmienicie, ale Charlotte też niczego sobie, bo ma taki urok i wdzięk sama w sobie. Narve jednak nie potrzebował absolutnie niczego by wyglądać dobrze, jego oczy mogły rozkochać każdą dziewczynę. Skatepark jest daleko, ale na szczęście nie nudziło się nam ani trochę, mieliśmy wiele tematów do rozmów. Co jakiś czas kolega zapowiedział jakiś żart i prosił abym mówiła coś po Polsku. Jak tylko powiedziałam jakieś zdanie w swoim języku, on się śmiał, twierdząc, że to śmiesznie brzmi. Charlotte jednak to tak nie bawiło.  Po wędrówce doszliśmy na skatepark, było pusto siedziały  tylko dwie dziewczyny. Jedna bardzo ładna o karmelowych włosach, a druga pulchniejsza szatynka. Nie zwróciłam na nie uwagi, usiedliśmy na ławce i rozmawialiśmy. Nieznane mi koleżanki odeszły, ale ciągle się na mnie i Charlotte patrzyły. Później zorientowałam się, że to Andrea, zagryzłam tylko wargi z nadzieją, że nie będzie miała mi nic za złe.  Nadszedł czas na powrót do domu, zostałam sama z Narve, bo blondi-Charlotte poszła inną drogą do cioci. Byliśmy sam na sam i nie za bardzo wiedziałam jak się zachowywać, było troszkę niezręcznie. Zaczęło kropić, a on odprowadził mnie pod drzwi mojego domu. Serce mi biło jak szalone, wargi drżały, spojrzał mi głęboko w oczy, ja mu też, mocno trzymaliśmy się za ręce,  i nasze twarze zaczęły się zbliżać coraz bardziej, a usta się spotkały. MÓJ PIERWSZY POCAŁUNEK! Zaraz po tym pożegnaliśmy się, a ja szczęśliwa wbiegłam do domu, zdjęłam buty weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Miałam ciarki na całym ciele i nie mogłam opanować emocji, moje serce jeszcze nigdy nie biło tak mocno i szybko. Czy to możliwe, że zakochałam się w chłopcu, którego znam parę dni?

piątek, 11 października 2013

To nie koniec świata!

Dziś wstałam bardzo wcześnie, ponieważ chciałam wyglądać jak najlepiej. Podekscytowana podreptałam do łazienki, umyłam swoją buzie, zęby, włosy, które później wysuszyłam i wyprostowałam, następnie się umalowałam czego zwykle nie robię. Potem ubrałam się w najładniejsze ciuchy jakie mam w szafie. Po całym szykowaniu się nie miałam już czasu zjeść śniadania, więc poprosiłam tatę o przygotowanie dla mnie kanapek z dżemem do szkoły. Wyszłam z domu, ale Narve jeszcze nie było. Poczekałam dziesięć minut, nadal pusto, nikogo nie ma, poczekałam jeszcze dziesięć i nic się nie zmieniło, na koniec poczekałam jeszcze pięć, bez rezultatów. Poszłam spóźniona do szkoły i bardzo zawiedziona. 
W szkole na żadnej lekcji nie mogłam się skupić, a na przerwie szukałam po korytarzach Narve, niestety się nie pojawił. Czułam się ośmieszona, przez chłopaka którego praktycznie nie znam, miałam nadzieje, że po roku poznam rówieśnika (może trochę starszego kolegę). Jak wróciłam do domu, nie miałam ochoty na nic, nawet na wyjście z moim ukochanym pieskiem Nero. Tylko włączyłam telewizor i wypiłam kakao, bezczynnie siedziałam tak około trzech godzin. W końcu pomyślałam, że to głupota być tak załamaną i nie będę się przejmować nieodpowiedzialnym chłopcem o błyszczących dużych oczach, pachnącym jak gwiazda z filmu, w fryzurze, którą chciałby mieć każdy facet. To nie koniec świata! Złapałam za podręcznik od matematyki i zaczęłam się uczyć następnego tematu.
Kolejne dni w szkole były tak samo nudne jak dwa pierwsze, a Narve w szkole nie było. W sumie to nawet nie wiem czy jest uczniem Lerote, może po prostu robił sobie ze mnie żarty. Ja nadal z  nikim nie rozmawiałam, oprócz pewnej dziewczyny, która pytała się mnie o godzinę, albo czy mam pożyczyć drobne. Minął tydzień, o tym dupku co mnie wystawił nie wspomnę, bo go nie widziałam. Na razie rozmawiałam z jedną zgrabną dziewczyną, o blond włosach, zielonych oczach i uroczym uśmiechu.
Na następny dzień wyszłam z domu, bez żadnych oczekiwań, a jednak w szkole był Narve!!! Przez moment zabrakło mi oddechu, jednakże poszłam przed siebie , jakbym go nie zauważyła.
-Letycjo!-usłyszałam męski głos, to on i co ja mam zrobić?
-Cześć-powiedziałam bez jakichkolwiek emocji
-Przepraszam Cię z całego serduszka, że wtedy nie przyszedłem, ale naprawdę się rozchorowałem. Mogę Ci to wynagrodzić i przyjść po Ciebie jutro?
-Jeśli znowu mnie nie wystawisz-uśmiechnęłam się.
-Obiecuję, a teraz chodź pod klasę-złapał mnie za rękę i zaprowadził.
Nie ukrywam, że się zaczerwieniłam, ale było przyjemnie. Odprowadził mnie do domu, tym razem droga powrotna nie była tak cicha, a wręcz przeciwnie, ciągle się śmiałam z jego żartów. Na wieczór nie mogłam zasnąć, ciągle myślałam o tym czy po mnie przyjdzie.
Wstałam później niż planowałam, ale dziś na wszelki wypadek nie szykowałam się tak bardzo jak osiem dni temu, co nie znaczy, że nie wyglądałam ładnie. Zjadłam płatki z mlekiem, choć wcale nie miałam na nie apetytu i wyszłam z domu. Nie ma go! Znowu go nie ma!
-Teraz już nie uwierzę, że się rozchorował!-pomyślałam.

-Heej-powiedział ktoś za mną.
-No już się wystraszyłam! Haha, nie powinieneś przyjść z drugiej strony?
-Czy to ważne? Chodźmy, bo się spóźnimy-pogonił nas Narve.
-Racja, ruszajmy.-uśmiechnięta pomaszerowałam, jednak nie potrwało to długo.
-Daj mi rękę bo jeszcze się zgubisz.-zaproponował.
-Haha, o mnie się nie martw, ale daj dla pewności, że mi nie uciekniesz.- podałam mu moją dłoń-A ty to ile masz lat?
-Osiemnaście za równiutki miesiąc-powiedział bardzo dumnie.
Już zbliżaliśmy się do naszej szkoły, na wejściu stała dziewczyna, z którą gadałam-Charlotte
-Ukradnę Ci ją na chwilę-powiedziała blondynka do mojego towarzysza.
-Tylko nie na długo, haha-roześmiał się.
Jak już koleżanka zaciągnęła mnie w cichy kąt, powiedziała:
-Słuchaj jesteś nowa, nie znasz zasad. Więc pozwól Ci wyjaśnić. Andrea tu rządzi, dziewczyna o karmelowych włosach, bardzo zgrabna i wysoka, ona je tu ustalała. Jeśli nie chodzisz do naszej szkoły dłużej niż pół roku nie radzę włóczyć się z chłopcami, tym bardziej jeśli to były Andrei. Raz dałam mu buziaka w policzek, bo to mój przyjaciel od dzieciństwa i nie skończyło się to dla mnie za miło.
-Co ona może mi zrobić? No ale niech będzie, a przecież to tylko kolega!-zaprzeczyłam
-Wcale nie widać jak się na niego patrzysz... A Andrea jak patrzy na Ciebie ze złowieszczą miną...
-Może masz rację, ale mnie się on nie podoba!-może troszeczkę, ale przecież się do tego nie przyznam.
-Tak, tak, idź już na lekcję-pogoniła mnie Charlotte.
Tak też zrobiłam, a na koniec umówiłam się z dwójką kumpli na spacer, czyli Charlotte i Narve.




wtorek, 8 października 2013

Pierwszy dzień w szkole.

Obudziłam się wcześnie rano, spojrzałam na zegarek, wstałam przed zaplanowanym czasem. Korzystając z okazji złapałam za pamiętnik i długopis, zaczęłam pisać: 

 ,,   Kochany pamiętniczku  
 Dziś jest pierwszy dzień gdy pójdę do nowej szkoły w Oslo. W Norwegii mieszkam już ponad rok, ale ten czas spędziłam na nauce tego języka. Troszkę się stresuję, żałuję, że nie ma przy mnie mamy... Zawsze jak pamiętam mnie wspierała, a teraz jest daleko stąd, bo aż w Zakopanem w Polsce, w moim rodzinnym mieście.''


Jak zwykle mój pies Nero przeszkodził mi w przelewaniu myśli na papier. Pogłaskałam go, dając mu karmę i wody w miseczkach. Sama też zrobiłam sobie śniadanie. Następnie poszłam do łazienki umyłam twarz, zęby, rozczesałam włosy, ubrałam się i jeszcze wyszłam z moim pupilem na krótki spacer. Był już najwyższy czas aby iść do szkoły. Zabrałam tylko plecak i wyszłam.

-Letycjo! Leti!-Usłyszałam krzyki męskiego głosu. Odwróciłam się, spojrzałam i pobiegłam do taty.
-Coś nie tak tato-Zapytałam.
-Nie nic tylko chciałem Ci życzyć powodzenia -uśmiechnięty dał mi buziaka w policzek.

Zaskoczyło mnie to ponieważ ostatnimi czasy, jak tata rozstał się z mamą nie okazywał mi uczuć i zainteresowania. Na razie ten dzień zapowiada się wyśmienicie.



Niestety w szkole, jak się wydawało, nie było tak przyjemnie.

Szkoła-Lerote do której teraz będę uczęszczać jest ogromna! Na pierwszy rzut oka także tajemnicza... Nie da się ukryć, że miałam pewne obawy, w końcu nikogo tu nie znam. Wzięłam głęboki wdech przy głównym wejściu i zrobiłam pierwszy krok do holu. Rozejrzałam się i chyba jestem najniższą tu osobą. Każdy rozmawia z przyjaciółmi, mi jest trochę smutno i samotnie, nikt nie zwraca na mnie uwagi, czasami wzrok zatrzyma się na mnie, ale bez żadnych słów.
Każdą minute w Leurote skole spędziłam jak na razie samotnie. Już po lekcjach kierowałam się do drzwi, nagle ktoś mnie zawołał...
-Letycjo!
Odwróciłam się bardzo zdziwiona
-Tak masz na imię, prawda?-Zapytał nie znajomy.
Był to wysoki brunet o niebieskozielonych oczach, a jego usta wciąż się śmiały.
-Eee, tak...-Pokiwałam znacząco głową.
-Idziesz już do domu? Odprowadzę Cię jeśli pozwolisz.
-Tak, pewnie.-Lekko speszona, spojrzałam na niego, moje kąciki ust same podniosły się ku górze.
Co prawda mój dom nie jest daleko, ale całą drogę nie rozmawialiśmy. Na koniec zapytał.
-Przyjść po Ciebie jutro? Domyśliłem się, że jesteś nowa i nikogo nie poznałaś
-Jeśli nie sprawi Ci to problemu, to bardzo chętnie. Po czym poznałeś?-Zapytałam z ciekawości.
-Ciągle siedziałaś pod drzwiami, chociaż nie raz usiadłaś na ławce obok szatni.-Roześmiał się.
-Haha! Przepraszam, że jestem taka nie uprzejma, nawet nie zapytałam jak masz na imię.
-Nie szkodzi, mów mi Narve.
-Ładnie. O a to jest mój dom! Papa Narve, papa!-Pożegnałam się
-Do jutra, pamiętaj, że po ciebie przyjdę!-Pomachał i odszedł.

Ahh... W sumie to może nie będzie tak źle, zdaję się, że będzie nawet przyjemnie.


-Masz obiad na stole-Tata zawołał z drogiego pokoju-Idź się poucz czy coś, a później wyprowadź Nero.

-Dobrze tato!

Tak też zrobiłam, już pod wieczór usiadłam na kanapie z kubkiem gorącego kakao, ciągle myślałam o Narve, już nie mogłam się doczekać jutrzejszego spotkania.♥




Prolog: 


Główna bohaterka.
Letycja♥ ma lat prawie 17. Jej Ciemne włosy nie są idealnie proste, ani wybitnie długie, jasna karnacja i uśmiech jak z bajki. Niska, ale urocza pesymistka o brązowych włosach. ;* Trudny charakter jak u każdej nastolatki, wieczne fochy, często się nie dogaduję z rówieśnikami i rodzicami. Czemu więc jest wyjątkowa, że zajmuję główną rolę? Pokazując świat z tej perspektywy będzie to widoczne. c;